Nawigacja

hotel warszawa

hotel warszawa

Ciekawe miejsca
hotel warszawa

hotel warszawa -

marnowania czasu, ale nie ma na to rady. - Drogi będą lepsze, kiedy podeschną - pocieszył go Silk. - A puste wozy jadą szybciej. - Jesteś pewien, że zdołasz sprzedać tyle rzepy, przyjacielu Silku? - zapytał Durnik. - Jestem Drasaninem. Potrafię sprzedać wszystko. Możemy nawet zarobić. - Tym się nie przejmuj - poradził Wilk. - Rzepa spełniła swoje zadanie. Teraz musimy tylko się jej pozbyć. - To kwestia zasad - odparł lekko Silk. - Zresztą, rzuci się w oczy, jeśli nie będę się ostro targował. Nie martw się. Interes nie zajmie nam wiele czasu i nie opóźni wyjazdu. - Mogę iść z

tobą? - spytał błagalnie Garion. - Wcale nie widziałem Darine, tylko tę gospodę. Silk spojrzał pytająco na ciocię Pol. - Nie przypuszczam, żeby mu to zaszkodziło - orzekła po namyśle. - A ja wykorzystam wolną chwilę, żeby przypilnować pewnych spraw. Następnego ranka, zaraz po śniadaniu, Silk i Garion wyruszyli w drogę z workiem rzepy. Niski mężczyzna był w wyjątkowo dobrym nastroju, a jego długi nos drżał niemal z emocji. - Najważniejsze - tłumaczył, gdy szli zaśmieconymi, brukowanymi ulicami - to nie pokazać, że ci zależy na sprzedaży. No i znać rynek, naturalnie. - To brzmi rozsądnie - przyznał grzecznie Garion. - Wczoraj

zasięgnąłem języka - ciągnął Silk. - Rzepę sprzedają w dokach Kotu w Drasni po drasańskim srebrnym oczku za cetnar. - Po ile? - To drasańska moneta. Warta mniej więcej tyle, co srebrny imperiał. Nie dokładnie, ale prawie. Handlarz spróbuje od nas kupić za ćwierć tej ceny, ale zgodzi się w końcu nawet na połowę. - Skąd wiesz? - Taki jest zwyczaj. - Ile mamy rzepy? - spytał Garion, wymijając stertę odpadków. - Trzydzieści cetnarów. - To będzie... - Garion skrzywił się, usiłując wykonać w pamięci skomplikowane obliczenia. - Piętnaście imperiałów - podpowiedział Silk. - Albo trzy złote korony. - Złote? - spytał chłopiec. Złote monety

tak hotel warszawa rzadko trafiały się w wiejskich rozliczeniach, że słowo to miało magiczne niemal brzmienie. Silk kiwnął głową. - To wygodniejsze. Łatwiej nosić. Srebro bywa męcząco ciężkie. - A ile zapłaciłeś za rzepę? - Pięć imperiałów. - Farmer dostał pięć, my dostaniemy piętnaście, a kupiec trzydzieści? - zdziwił się Garion. - To niezbyt uczciwie. - Tak to już jest - wzruszył ramionami Silk. - Oto dom kupca - wskazał na dość imponujący budynek z szerokimi schodami. - Kiedy wejdziemy, będzie udawał, że jest bardzo zajęty i wcale się nami nie interesuje. Potem, w czasie targów, zauważy cię i powie, jaki z

ciebie wspaniały chłopak. - Ja? - Pomyśli, że jesteś moim krewnym, synem czy może bratankiem, i że chwaląc cię uzyska dodatkową przewagę. - Dziwaczny pomysł. - Powiem mu wiele rzeczy. - Silk mówił teraz bardzo szybko. Oczy mu błyszczały, a nos naprawdę wibrował. - Nie zwracaj na to uwagi i nie okazuj zdziwienia. Będzie bardzo uważnie obserwował nas obu. - Zamierzasz kłamać? - Garion był wstrząśnięty. - On tego oczekuje. Sam też będzie kłamał. Ten, kto oszukuje najlepiej, wymusza swoje warunki. - To chyba strasznie skomplikowane. - To gra. - Lisia twarz Silka wykrzywiła się w uśmiechu. - Bardzo ekscytująca, w którą grywa się

na j całym świecie. Dobrzy gracze zdobywają bogactwo, marni gracze nie. - A ty jesteś dobrym graczem? - Jednym z najlepszych - oświadczył skromnie Silk. - Wchodzimy. I szerokimi schodami wprowadził Gariona do domu. Kupiec nosił luźną, szytą futrem, bladozieloną opończę i obcisłą czapkę. Zachowywał się niemal dokładnie tak, jak przewidział Silk: siedział przy prostym stole i przerzucał karty pergaminu. Marszczył czoło. Silk i Garion czekali, aż ich zauważy. - Dobrze więc - rzekł w końcu. - Macie do mnie jakiś interes? - Mamy trochę rzepy - odparł z lekką pogardą Silk. - To prawdziwe nieszczęście, przyjaciele - zmartwił się kupiec. - Nabrzeża

-

Nawigacja