notebooki - nieruchomości - noclegi kraków -
Gdyby to było możliwe, postawiłbym tę sprawę przed samym Rivą.
- Na co więc czekamy? Ruszajmy!
Uwielbiam Alornów, kiedy zmieniają zdanie w mgnieniu oka, a wy?
Jazda ku wąwozowi, w którym odbywało się spotkanie wyznawców kultu niedźwiedzia, nikomu nie sprawiła przyjemności. Księżyc i gwiazdy świeciły na niebie, ale las był mokry po deszczu i nim dotarliśmy do wąskiego przejścia łączącego dwie głębokie doliny, zdążyliśmy kompletnie przemoknąć. Zsiedliśmy z koni i zaczęliśmy brnąć w górę zbocza w mokrym poszyciu lasu.
Ze szczytu, na notebooki który w końcu dotarliśmy, wyraźnie było widać płonące na dnie wąwozu ognisko wyznawców
kultu. Straciliśmy je jednak z oczu, gdy zaczęliśmy czołgać się w dół pomiędzy drzewami.
- Od lat nie bawiłem się tak świetnie, Pol - szepnął Anrak.
- Czy ty kiedyś dorośniesz, Anraku? - zapytałam go dość zgryźliwie, usiłując odczepić kraj sukni z ciernistego krzewu.
- Nigdy, gdyby to ode mnie zależało, szanowna pani. - Jego chichot był zaraźliwy i musiałam zdusić śmiech. Ognisko płonęło na sporej polanie.
- Rozproszcie nieruchomości się, panowie. - Polecenie Kamiona przekazywano sobie szeptem. - Postarajmy się zobaczyć wszystko, co się będzie działo. - Szlachta, kupcy, rzemieślnicy, którzy stanowili naszą grupę świadków,
posłusznie rozdzielili się, czołgając się możliwie jak najciszej abt ich nie dostrzeżono. Potem wszyscy przypadliśmy do mokrej ziemi i rozpoczęliśmy obserwację.
Elthek się jeszcze nie pokazał. Wyznawcy kultu, wszyscy w niedźwiedzich skórach, zgromadzili się wokół ogniska. Pili mocne piwo i śpiewali - fałszując - stare alornskie pieśni ludowe. Jeden z żołnierzy rozstawionych przez noclegi kraków Kamiona w lesie przyczołgał się do nas. Był barczysty mężczyzna ze śmieszną twarzą.
- Jakie są twoje rozkazy, lordzie Brand? - zapytał szeptem.
- Powiedz swoim wojakom, aby pozostawali w ukryciu, sierżancie - polecił mu Kamion. - Czy
ci ludzie przy ognisku rozstawili jakieś straże w lesie?
- Nie, lordzie Strażniku. Gdy tylko odszpuntowano pierwszą beczkę piwa, wszyscy wyszli z lasu. - Żołnierz odchrząknął ż lekkim zakłopotaniem. - Ach... lordzie Brand...
- Słucham, sierżancie?
- Wiem, że nie powinienem podejmować żadnych hotele w warszawie decyzji, tylko słuchać rozkazów, ale coś się wydarzyło i sam musiałem sobie z tym poradzić.
- Co takiego?
- Gdy ci ludzie wokół ogniska schodzili do wąwozu, stało się jasne, że to wyznawcy kultu niedźwiedzia. Niektórzy z moich ludzi przejawiają sympatie wobec tego kultu, więc uznałem za stosowne podjąć pewne kroki.
Nikt nie cierpiał - zawahał się, po czym dodał:
- Przynajmniej nie za bardzo. Kazałem tych ludzi przywiązać do drzew kilka mil w górę wąwozu, usta zapchałem im starymi skarpetkami, noclegi wrocław by nie mogli tamtych ostrzec krzykiem. Czy dobrze postąpiłem, panie?
- Doskonale, kapitanie.
- Jestem tylko sierżantem, panie.
- Już nie. Jak się nazywasz, kapitanie?
- Torgun, panie.
- Dobrze więc, kapitanie Torgunie. Wracaj do swych chłopaków 1 rozstaw ich tak, by odciąć wszystkie możliwe drogi ucieczki. - Kanion podniósł swój zakrzywiony róg myśliwski. - Gdy go usłyszysz, Każ ludziom atakować. Wszyscy w niedźwiedzich skórach mają
zostać zakuci w łańcuchy.
- Zapewne będą próbowali walczyć, panie. Czy mam pozwolenie na użycie siły?
- Rób, co projektory uznasz za konieczne, kapitanie Torgunie.
Na twarzy nowo awansowanego żołnierza pojawił się drapieżny uśmiech.
- Postaraj się nie zabić zbyt wielu, kapitanie - dodałam na wszelki wypadek.
Spojrzał na mnie z wyrazem takiej niewinności, że o mało nie wybuchłam śmiechem.
- Oczywiście, lady Polgardo. Nawet mi się to nie śniło - rzekł, po czym odczołgał się bezszelestnie.
- Dobre posunięcie, Kamienie - szepnął ochryple earl Jarok. - Frontowe awanse to najlepszy sposób na zdobycie dobrych oficerów. Ten żołnierz pójdzie
hotele w warszawie - noclegi wrocław - projektory -
|