physiogel - kolonie dla dzieci -
cicho Garion. - Chcę się dowiedzieć wszystkiego. Nie wiem, czemu, ale to bardzo ważne.
Wilk westchnął.
- Tak, Garionie. Chyba rzeczywiście. No dobrze. Jeśli jesteś dostatecznie dorosły, by zadawać takie pytania, to jesteś równie dojrzały, by wysłuchać odpowiedzi.
Przysiadł na ławeczce, osłoniętej przed zimnym wiatrem.
- Chodź, siadaj - klepnął deskę obok siebie. Garion zajął miejsce i otulił się płaszczem.
- No wiec - starzec poskubał brodę. - Od czego tu zacząć? - zamyślił się na chwilę. - Twój ród jest bardzo stary - rzekł w końcu. - I jak wiele starych rodów, posiada pewną liczbę wrogów.
- Wrogów? - zdziwił się Garion.
Jakoś nigdy nie przyszło mu to do głowy.
- Zwykła rzecz. Gdy zrobimy coś, co się komuś nie spodoba, zaczyna nas nienawidzić. Uczucie to narasta przez lata i w końcu zmienia się w rodzaj religii. Nienawidzą już nie tylko nas, ale i wszystkiego, co się z nami łączy. physiogel W każdym razie, wiele lat temu, wrogowie stali się tak niebezpieczni, że ciocia Pol uznała, iż najlepszą metodą ochrony będzie ukrycie całej rodziny.
- Nie mówisz mi wszystkiego - zauważył Garion.
- Nie - przyznał spokojnie Wilk. - Nie mówię. Opowiadam tyle, ile możesz wiedzieć. Gdybyś poznał pewne sprawy, zachowywałbyś się
inaczej i ludzie by to zauważyli. Bezpieczniej będzie, jeśli na pewien czas pozostaniesz zwyczajnym chłopcem.
- To znaczy ignorantem - stwierdził oskarżycielsko Garion.
- No dobrze, ignorantem. Chcesz wysłuchać całej historii, czy wolisz się kłócić?
- Przepraszam.
- Nie szkodzi - Wilk poklepał chłopca po ramieniu. - Ponieważ twoja ciocia i ja jesteśmy w bardzo szczególny sposób spokrewnieni z twoją rodziną, naturalnie zależało nam na waszym bezpieczeństwie. Dlatego ukryliśmy ich.
- Czy można ukryć całą rodzinę?
- Nigdy nie była zbyt liczna. Z tych czy innych powodów istniała tylko jej główna, nieprzerwana linia. Żadnych kuzynów, wujów ani niczego podobnego. Nietrudno ukryć kolonie dla
dzieci męża, żonę i jedno dziecko. Robimy to już od setek lat. Chowaliśmy ich w Tolnedrze, Rivie, Chereku, Drasni, w najróżniejszych miejscach. Żyli prosto, na ogół jako rzemieślnicy, czasem zwykli chłopi - ludzie, na których nikt nie spojrzy po raz drugi. W każdym razie wszystko szło znakomicie aż do wydarzeń, jakie nastąpiły mniej więcej dwadzieścia lat temu. Przenieśliśmy twojego ojca z Arendii do małej wioski w górach wschodniej Sendarii, jakieś sześćdziesiąt mil na południowy wschód od Darine. Geran był kamieniarzem. Chyba ci o tym wspominałem.
Garion kiwnął głową.
- Bardzo dawno - potwierdził. - Mówiłeś, że go lubiłeś i
odwiedzałeś co jakiś czas. Czy moja matka pochodziła z Sendarii?
- Nie. Ildera była Algarką, drugą córką Wodza Klanu. Twoja ciotka i ja poznaliśmy ją z Geranem, gdy osiągnęli odpowiedni wiek. Nastąpiło to, co zwykle w takich sytuacjach i pobrali się. Ty przyszedłeś na świat mniej więcej po roku.
- obozy Kiedy zdarzył się pożar?
- Właśnie do tego zmierzam. Jeden z nieprzyjaciół twojej rodziny szukał jej przez bardzo długi czas.
- Jak długi?
- Setki lat.
- To znaczy, że był jakimś czarodziejem, prawda? - spytał Garion. - Tylko czarodzieje żyją tak długo.
- Dysponował pewnymi zdolnościami w tej dziedzinie - przyznał Wilk.
- Czarodziej jednak nie jest właściwym określeniem. Na ogół nie mówimy tak o sobie. Inni ludzie, owszem, ale my nie myślimy w ten sposób. To wygodny termin dla tych, którzy naprawdę nie rozumieją, na czym to wszystko polega. W każdym razie twoja ciotka i ja byliśmy akurat daleko, kiedy ten nieprzyjaciel wytropił w końcu Gerana i Ilderę. Zjawił się przy ich domu wczesnym rankiem, gdy jeszcze spali. Zablokował drzwi i okna, a potem podłożył ogień.
- Mówiłeś chyba, że dom był z kamienia.
- Był. Ale można spalić kamień, jeśli naprawdę ci na tym zależy. Ogień jest wtedybardziej gorący,
obozy -
|