programy partnerskie -
szranków. W formalnym pojedynku szranki przedzielone są solidną, wysoką po pas poręczą, która, jak sądzę, miała zapobiegać zranieniu koni w czasie walk. Potyczki w szrankach to doprawdy prosta gra. Każdy z rycerzy próbuje wysadzić z siodła przeciwnika stępioną, długą na dwadzieścia stóp kopią. Nierozstrzygnięte walki nie należą do rzadkości, a jeśli obaj rycerze wylądują na ziemi, dosiadają ponownie koni i próbują jeszcze raz. To bardzo hałaśliwe widowisko, które zwykle dostarcza sporo zajęć miejscowym nastawiaczom kości.
Na tradycyjny sygnał rogu obaj opuścili przyłbice, pochylili kopie i ruszyli na siebie
z dudniącym tętentem kopyt. Kopie trafiły na solidne tarcze i jak zwykle, obie połamały się na drzazgi. Turniejowe potyczki powodują poważne przerzedzenie pobliskich lasów.
Obaj zawrócili konie i odjechali na początkowe pozycje.
Ontrose śmiał się wesoło, ale Lathan spoglądał na przyjaciela z wyrazem szczerej nienawiści. Wydawało się, że baron Lathan zapomniał, o co w tym wszystkim chodzi. Potyczki w szrankach miały być rodzajem sportowych zawodów, nie pojedynkiem na śmierć i życie. Poprzednich turniejach na ich wynik czekałam obojętnie, ale tym razem było inaczej. Moi poprzedni „rycerze obrońcy" nie wprowadzili
programy partnerskie większego niepokoju w moje życie. Byli jedynie dodatkiem do zajmowanej przeze mnie pozycji. Tym razem miałam niepokojące przeczucie, że w razie zwycięstwa barona Lathana będę miała później problemy. W arendyjskiej literaturze aż się roi od opowieści. O stosownych relacjach pomiędzy wysoko urodzonymi damami a ich rycerzami. Drugie starcie nie przyniosło rozstrzygnięcia podobnie jak pierwsze a gdy przeciwnicy pojechali po raz trzeci zająć pozycje w oczach Lathana czaiła się żądza śmierci.
W tym momencie postanowiłam „podjąć kroki", sprawy znalazły się za daleko.
- Nie, Pol - szepnął głos
matki. - Nie wtrącaj się.
- Ale...
- Rób, jak powiedziałam! - Matka nigdy nie przybierała takie tonu i posłuchałam natychmiast. Zwolniłam zbieraną Wolę.
Jak się okazało, Ontrose wcale nie potrzebował mojej pomocy Baron Lathan tak dał się ponieść wściekłości, że w trzecim starci zapomniał o właściwym ustawieniu tarczy i runął na ziemię z donoś nym łoskotem.
- Nie! - zawył, a jego głos przepełniał żal i poczucie niewypowiedzianej straty.
Hrabia Ontrose ostro wstrzymał rumaka, zeskoczył z siodła i pośpieszył do przyjaciela.
- Azaliś nie ranion? - dopytywał się, klękając przy Lathanie.-Azalim cię
nie ranił?
Nie program partnerski sprzeciwiłam się w zasadzie zakazowi matki, tylko wysłałam szybką, badającą myśl ku powalonemu baronowi. Dyszał ciężko, ale to było całkiem naturalne. Wysadzenie z siodła w czasie turnieju niemal zawsze zapiera człowiekowi dech w piersi.
Podbiegli medycy, a sprawiali wrażenie bardzo zatroskanych. Stalowa zbroja barona Lathana była tak mocno wgnieciona na piersi z lewej strony, że prawie uniemożliwiała oddychanie. Jednak gdy tylko medycy uwolnili rycerza ze zbroi, zaczął oddychać normalnie, a nawet pogratulował przyjacielowi zwycięstwa. Potem medycy odwieźli go do punktu opatrunkowego.
Hrabia Ontrose ponownie dosiadł
rumaka bojowego i podjechał, by odebrać nagrodę, którą w tym przypadku byłam ja. Pochylił kopię przede mną, a ja, zgodnie z tradycją, przywiązałam do jej końca błękitną wstążkę, znak mej „przychylności".
- Teraz prawdziwie jesteś mym rycerzem - wyrecytowałam oficjalnym tonem.
- Dziękuję waszej miłości - odparł melodyjnym barytonem. - Niniejszym ślubuję ci dozgonne oddanie.
Pomyślałam, że to bardzo miłe z jego strony.
Ontrose, teraz „najpotężniejszy z żyjących rycerzy", należał do tego rzadkiego rodzaju ludzi, którzy są doskonali we wszystkim, za co się wezmą. Był filozofem, miłośnikiem róż, poetą i pierwszorzędnym
program partnerski -
|