бак топливный -
on - odpowiedział Ron, wspinając się po drabinie. - Chodź, sam zobacz.
Harry ruszył za nim i zrobiwszy kilka kroków, znalazł się na malutkim stryszku. Dopiero po chwili zauważył kilka stóp dalej zwinięte w kłębek stworzenie. Spało lekkim snem, chrapiąc z szeroko otwartymi ustami.
- Ale on... on wygląda jakby... Czy ghule noszą zazwyczaj piżamy?
- Nie - odpowiedział Ron. - Nie mają też rudych włosów ani piegów.
Harry przyjrzał się ghulowi z lekkim oburzeniem. Wyglądał jak człowiek, był odpowiednich rozmiarów. Jak Harry zauważył, stworzenie miało na sobie coś, co kiedyś na pewno było piżamą Rona. Chłopak był też pewien,
że ghule są zazwyczaj łyse i gładkie, a nie porośnięte bujnym włosem i pokryte wściekle purpurowymi pęcherzami.
- On jest mną, widzisz? - powiedział Ron.
- Nie - odparł Harry - Ja nie...
- Wytłumaczę ci, jak pójdziemy do mojego pokoju. Ten smród mnie zaraz wykończy.
Zeszli po drabinie, po czym Ron na powrót ukrył ją w suficie. Wrócili do Hermiony, która dalej porządkowała książki.
- Kiedy wyruszymy, ghul zamieszka w moim pokoju - wyjaśnił młody Weasley. - Chyba mu się podoba ta perspektywa. Tak sądzę. Trudno cokolwiek powiedzieć z całą pewnością, bo jedyne co potrafi, to wyć i hałasować,
ale za każdym razem gdy się przy nim o tym wspomina, to gorączkowo kiwa głową. Tak czy inaczej, będzie udawał mnie - chorego na groszopryszczkę. Dobre, nie?
Harry wyglądał na lekko zmieszanego.
- Sam przyznaj, że dobrze wymyśliłem! - rzucił Ron z pretensją, że Harry nie widzi geniuszu swojego kolegi. - Patrz, jeśli nie pojawimy się w Hogwarcie, ludzie od razu zaczną mówić, że wyruszyliśmy z tobą. Co oznacza, że śmierciożercy będą nas szukać tutaj, żeby zdobyć informacje odnośnie twojej wyprawy.
- Na szczęście w moim wypadku będzie wyglądało, że uciekłam z rodzicami. Wielu mugolaków mówi teraz o ukryciu się
бак топливный na jakiś czas - zauważyła Hermiona.
- Nie możemy ukryć całej mojej rodziny. To by było zbyt podejrzane, zresztą nie wszyscy mogą rzucić pracę, ot tak - dodał Ron. - Więc rozpuści się historię o tym, że jestem ciężko chory i dlatego nie wróciłem do szkoły. A jeśli komuś zachciałoby się dociekać prawdy, rodzice pokażą im ghula obłożonego pościelą na moim łóżku. To choróbsko jest naprawdę zaraźliwe, więc nikt przy zdrowych zmysłach nie zechce się do niego zbliżyć. Nie ma też znaczenia, że ghul będzie milczał. Najwyraźniej każdy chory traci głos, gdy choroba opanuje już organizm.
- A
co na to twoi rodzice? Zgadzają się na to? - spytał Harry z powątpiewaniem.
- Ojciec tak. Pomógł nawet bliźniakom przy transmutowaniu ghula. A mama? Cóż... znasz ją. Nie zgodzi się na nasz wyjazd do momentu, kiedy po prostu wyjedziemy.
W pokoju zapadła cisza, zakłócana jedynie cichymi tapnięciami książek, gdy te lądowały na odpowiednich stosach. Ron usiadł i obserwował Hermionę, segregującą literaturę, a Harry spoglądał to na jedno, to na drugie, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Ilość pracy, jaką ta dwójka włożyła w ochronę własnych rodzin, uświadomiła chłopakowi jak nic innego, że oni naprawdę mają zamiar z nim iść
i na jakie ryzyko się cała trójka naraża. Chciał im powiedzieć ile to dla niego znaczy, oczywiście, ale po prostu nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
Przez ciszę dotarł do nich przytłumiony krzyk pani Weasley.
- Ginny pewnie zostawiła plamkę kurzu na tych tandetnych serwetnikach - zgadywał Ron. - Dlaczego Delacourowie muszą przyjeżdżać aż dwa dni przed weselem?
- Siostra Fleur jest druhną. Musi być na próbie, a jest za młoda, żeby przyjechała sama - wyjaśniła Hermiona, wyraźnie niezdecydowana, na który stos odłożyć "Jak pozbyć się upiora".
- Hm... Goście na pewno nie pomogą mamie się odstresować.
- Musimy zdecydować -
-
|